Recenzja „West Side Story” 2021: Wersja Spielberga jest ładna i dowcipna, ale wezwanie do mądrości
Nasz werdykt
Pierwsza wyprawa Spielberga na arenę musicalową zapewnia nieustanną inwencję wizualną, wraz z nieco bardziej pesymistyczną (a może po prostu pragmatyczną) krawędzią, niż można by się spodziewać po kinowym marzycielu.
Do
- * Namacalne podekscytowanie Spielberga materiałem pojawia się w każdej klatce, równoważąc magię filmowo-muzyczną z surowym realizmem.
- * Występy Ariany DeBose, Mike'a Faista, Davida Alvareza, nowicjuszki Rachel Zegler i oryginalnej weterynarz „West Side Story” Rity Moreno tchną nowe życie w postacie.
Przeciwko
- * Spotkanie Spielberga z operatorem Januszem Kamińskim daje kilka świetnych momentów, ale także sugeruje, żeby zrobili sobie przerwę.
- * Podejście Spielberga i pisarza Tony'ego Kushnera do tego kultowego materiału jest intrygujące, ale spłaszcza sedno romansu.
Znakomicie zaadaptowany przez dramaturga Tony'ego Kushnera z oryginalnego materiału Jerome'a Robbinsa, Leonarda Bernsteina i nieżyjącego już Stephena Sondheima, West Side Story to triumfalna, istotna społecznie aktualizacja, która pokazuje podekscytowanie Stevena Spielberga wystawieniem musicalu jego marzeń, jednocześnie oferując poczucie celu – jeśli niekoniecznie znaczenia – dla pozornie niesłabnącej zmienności, która zdefiniowała ostatni rok (lub dwa).
W roku radosnych, tętniących życiem musicali, West Side Story jest rodzajem anty- Na Wyżynach , nie konkurent, ale nieoczekiwany odpowiednik, pesymistyczne odbicie lustrzane hucznej celebracji Lin-Manuela Mirandy nie tylko Nowego Jorku, ale kultury latynoskiej. Fakt, że reżyseruje go Spielberg, niestrudzony łapacz snów w kinie, sprawia, że ten zwrot jest jeszcze bardziej zaskakujący. Ale wnikliwe przeobrażenie romansu przez Spielberga, przywracając je do oryginalnej historii (inspirowanej Szekspira Romeo i Julia) zawsze była — tragedia — jest tak samo istotna, jak romans, radość i optymizm hołdu Mirandy dla nowego pokolenia.
Ansel Elgort ( Kierowca dziecka ) gra Tony'ego, współzałożyciela irlandzkiego gangu ulicznego the Jets, który właśnie został zwolniony z rocznego więzienia po tym, jak prawie zabił chłopca. Jego partner Riff (Mike Faist) pod jego nieobecność wyrobił sobie nowe stopnie i wziął na cel portorykański gang, Sharks, jako ich największych przeciwników. Część tej wrogości wynika z rosnącej obecności ich społeczności w dzielnicy, która niegdyś była mocno irlandzka. Pomimo niechęci Tony'ego do powrotu do życia pełnego przestępczości i przemocy, Riff przekonuje go, by przyszedł na potańcówkę – z udziałem zarówno odrzutowców, jak i rekinów – aby pomóc w organizacji bezpardonowej walki o kontrolę nad otaczającym terytorium. Tam Tony'ego rozprasza Maria (Rachel Zegler), piękna młodsza siostra obiecującego portorykańskiego boksera o imieniu Bernardo (David Alvarez), który okazuje się być przywódcą rekinów.
Maria również zauważa Tony'ego i oboje natychmiast się zakochują, ku konsternacji Riffa, Bernardo i dwóch walczących społeczności, które nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego. Gdy zbliża się zamieszanie, Tony i Maria muszą podjąć trudną decyzję — zdradzić swoich przyjaciół i rodziny, aby być ze sobą, albo poddać się konfliktowi, który rozdziera sąsiedztwo, tylko po to, by go nie pogorszyć.
Adaptacja Broadwayu z 1961 r. autorstwa Roberta Wise'a jest słusznie okrzyknięta jedną z najlepszych największe musicale filmowe wszech czasów — szczegół, który sprawia, że wybór Spielberga, aby go przerobić, jest ciekawy. Ale nawet jeśli kierunek Spielberga wytwarza niemal nieustanną lawinę gobsmacing obrazów, jest wizualnie bardzo inny niż cudownie sceniczna wersja Wise w Technicolor. Ponownie spotykając się ze swoim wieloletnim operatorem Januszem Kamińskim, Spielberg kręci zarówno w prawdziwych lokalizacjach Nowego Jorku, jak i na planach zbudowanych tak, aby wyglądały tak jak oni. Para tworzy wygląd, który wciąż potrafi przekazać magiczną teatralność, nawet gdy postacie tańczą przed budynkami, które zostały dosłownie obrócone w gruzy.
W porównaniu do bardziej rzucających się w oczy współczesnych musicali – które wykorzystują szybszy styl wizualny i redakcyjny, który składa numery taneczne prawie jak sceny walki – Spielberg używa dłuższych ujęć i szerszych kątów, aby pokazać pełne ciała wykonawców w ruchu. Technika ta nie tylko przywołuje na myśl klasyczne musicale, ale pozwala widzom podziwiać cały wysiłek i ciężką pracę, która jest włożona jednocześnie w aktorstwo, śpiew, taniec, reżyserię sceniczną i zdjęcia. Orkiestracja Spielberga wszystkich tych utworów, poruszających się w harmonii, jest absolutnie mistrzowska.
Ale czy to w wyniku żywiołowego celebrowania przez Spielberga każdej postaci, scenografii i sceny, czy też adaptacji oryginalnej narracji Robbinsa przez zdobywcę Pulitzera Kushnera, główni bohaterowie — Tony i Maria — wydają się znacznie mniej ważni niż w filmie. oryginalny film. To nieoczekiwany, ale mile widziany wybór, ponieważ historia przechodzi teraz do znacznie głębszych i mroczniejszych tematów, które zostały zaciemnione przez ich burzliwy romans.
Tak utalentowani jak Elgort i nowicjusz Zegler, jako śpiewacy i aktorzy, siła natury tych dwóch społeczności jest po prostu nie do odparcia – podobnie jak jednostki, które walczą o kontrolę nad nią. Riff Faista to twarda odporność i desperacka brawura — kontrapunkt dla dumnej ambicji Bernardo Alvareza. Ich żołnierze piechoty i zwolennicy ucieleśniają nie tylko dwie różne kultury, ale także dyspozycje — pierwsza stara się nie umrzeć, a druga walczy o zdobycie przyczółka.
Rita Moreno, która zdobyła Oscara za rolę Anity w wersji z 1961 roku, wciela się tutaj w rolę Walentyny. Jest wdową po właścicielu sklepu, który daje Tony'emu miejsce, w którym może się zatrzymać po jego pobycie w więzieniu i która uosabia ostrożne, pełne nadziei porozumienie między Jets i Sharks (i ich kulturami), które wydaje się być poza zasięgiem. Ale podczas gdy Ariana DeBose kradnie film jako Anita (następca Moreno następnej generacji), ostatecznie największy wpływ na tę nową wersję ma melancholijne poczucie nieuchronności. Spielberg wpaja uczucie, że jedyną rzeczą, która może zapewnić podążanie tą ścieżką nienawiści i przemocy, jest wzajemne zniszczenie wszystkich zaangażowanych osób.
Ostatecznie to, co Spielberg wydaje się pokazywać swoim ujęciem, to fakt, że prace Robbinsa, Bernsteina i Sondheima są ponadczasowe. Sześćdziesiąt lat później West Side Story wciąż posiada bezpośrednie, namacalne i niezbyt zachęcające powiązania z tym, co dzieje się teraz na świecie. To odważny i krzepiący pomysł, by przyjąć to, co konsekwentnie postrzegane jest jako oczyszczający wyraz miłości, ale w jego West Side Story , strach i nienawiść rodzą tylko więcej tego samego i nawet dwoje nastolatków o gwiaździstych oczach nie jest w stanie naprawić tego, co wciąż się psuje. Wszystko to sprawia, że film jest zdecydowanie mniej radosny niż poprzednia wersja, ale na swój sposób równie ważny: tam, gdzie nie możemy kochać, musimy się uczyć, bo inaczej przegramy.
To trzeba zobaczyć, niezależnie od tego, czy czcisz materiał źródłowy, czy po prostu chcesz być zachwycony podejściem Spielberga.